Nadeszły takie czasy, że zdaniem wielu osób każdy jest fotografem. Szczególnie takie zdanie mają ci, którzy wczoraj kupili pierwszy aparat, a w przyszłym tygodniu robią pierwszy ślub. To właśnie dla tych ambitnych i przebojowych powstał ten poradnik.

Zebrana tu wiedza, to wynik obserwacji działań i wypowiedzi coraz liczniejszej rzeszy początkujących fotografów profesjonalnych w ich naturalnym środowisku: na blogach, w sieciach społecznościowych i w akcji. Jedziemy!

Po pierwsze: sprzęt

Jeśli myślisz o fotografii na poważnie, to najlepiej kup wszystko od razu. To nic, że na razie robisz tylko portrety na świeżym powietrzu i ze światłem zastanym. Musisz się przygotować na każdą ewentualność, na każde zlecenie – skąd wiesz, czy jutro nie będziesz robić ślubu pod wodą?

Zestaw stałek f/1.2 / f1.4, zoomy 2.8 (oczywiście żadnych firm trzecich!), zestaw lamp wystarczający do oświetlenia lotniska w Modlinie w najgorszą mgłę. Jeśli chodzi o body, to nie schodź poniżej Nikona D4, czy Canona 5D. Dodatkowo identyczne body zapasowe. No i zapasowe body zapasowe.

Nic tak nie pobudza kreatywności, jak comiesięczne spłacanie kredytu na 200 tysięcy złotych. Zapomnij o rozwijaniu zestawu w miarę potrzeb i o pożyczaniu droższych rzeczy, aż będzie Cię na nie stać. Albo w to wchodzisz, albo nie. Nie ma opierdalania się.

Po drugie: marketing i promocja

Czy masz już swoje lągo?

Pamiętaj – cały internet czeka, aby ukraść Twoje zdjęcia. Każde zdjęcie, które udostępniasz powinno być opatrzone znakiem wodnym w postaci Twojego lągo. Im większe lągo, tym lepiej. Zdjęć masz tysiące, a lągo tylko jedno. Wyeksponuj je. To w ten sposób zdobywasz nowych klientów, a z ofiary kradzieży zmieniasz się w mistrza marketingu.

Kiedy Twoje zdjęcie znajdzie się na Kwejku z opisem „Nie uwierzycie jak krzywe zęby ma ta panna młoda!”, to właśnie znak wodny zaprowadzi dziesiątki, a może nawet setki przyszłych par młodych na Twój fanpejdż „X Y Pro Photography Fotografia Profesjonalna Śluby Wesela Pogrzeby Weddings”.

Na tym fanpejdżu cały czas budujesz swoje portfolio. Oczywiście powinno się w nim znaleźć każde zdjęcie, które kiedykolwiek wykonasz. Pokaż potencjalnym klientom, że oprócz ślubów i chrzcin robisz też świetne zdjęcia kotów, a ciocia ze Szczecina miała bardzo ładną sukienkę podczas imienin szwagra. Nie zapomnij też o tej ciekawej stercie kartonów, które widziałeś koło McDriva! To wyraźne świadectwo Twojej wszechstronności i otwartości na nowe pomysły w fotografii. Klienci to docenią!

Po trzecie: klienci wybierają fotografów – Ty wybieraj klientów

Skoro już jesteśmy przy portfolio, to pamiętaj również o zachowaniu jego odpowiedniej estetyki. Bądźmy szczerzy. Może dopiero zaczynasz, ale masz już pewne standardy. Znasz swoją wartość. Nie każdy może być Twoim klientem.

Ponieważ jednak w fotografii duża część klientów pochodzi z polecenia, to warto zadbać, aby nawet ci, którym odmówisz, mówili o Tobie swoim znajomym. Tutaj liczy się odpowiednia komunikacja. Nie mów od razu przyszłej pannie młodej, że jest za brzydka i nie chcesz psuć sobie portfolio. Możesz zacząć tak delikatniej. Zasugeruj, że nie masz wystarczająco dużego lągo, żeby ją zakryć na zdjęciach.

To da Ci pewność, że opowie o Tobie swoim koleżankom, które przecież również mogą szukać fotografa. Na kolejne spotkania możesz umawiać się już po kilku dniach, gdy tylko zejdzie Ci opuchlizna z twarzy!

Po czwarte: cennik

Spójrz na swój cennik, a teraz na cennik dowolnego operatora telefonicznego, jeszcze raz na swój cennik, a teraz na rachunek za gaz. Szkoda, że Twój cennik nie jest tak skomplikowany, ale gdyby dodać do niego więcej opcji, zniżek, bonusów, warunków i pakietów, to mógłby być. Popatrz w górę i w dół. Co widzisz? To długa lista ofert, dzięki której Twój klient absolutnie nie wie co dostanie i ile za to zapłaci.

Nie przypadkiem te duże firmy przedstawiają tak skomplikowane cenniki. To wzbudza respekt i od razu pokazuje klientowi gdzie jest jego miejsce. Zresztą jako twórca nie musisz się wcale przyznawać, że też nie rozumiesz swojego cennika. Wystarczy podejść do tego z odpowiednią nonszalancją i niech klient sam zacznie się zastanawiać, że może to z nim jest coś nie tak, że nic z tego nie łapie.

Trzy, cztery pakiety z jasno określoną zawartością – to dobre dla amatorów. Ty musisz wprowadzić klienta w oszołomienie już na pierwszym spotkaniu. Nawet jeśli będzie ono również ostatnie.

Po piąte: już na poważnie. Noś muszkę. Muszki są świetne.

Serio.

Wpis zawiera lokowanie sarkazmu.