W ciągu ostatniego roku akcje Nikona na japońskiej giełdzie Nikkei spadły o prawie 24%. Był to największy spadek odnotowany w tym okresie na Nikkei. Czy jesteśmy świadkami początku końca japońskiej korporacji?

Ostatni rok nie był zbyt dobry dla Nikona. Trzy tygodnie temu pojawiły się informacje o poważnych cięciach w prognozach sprzedaży. Chodzi głównie o zaawansowane lustrzanki, na które znacznie spadło zapotrzebowanie wśród amatorów. Wygląda na to, że hobbyści przerzucają się na bezlusterkowce, a tu Nikon nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Zyski operacyjne firmy spadły przez ostatnie pół roku o 41%, do poziomu 222 milionów dolarów, a sprzedaż lustrzanek cyfrowych spadła po raz pierwszy od ich wprowadzenia na rynek w 1999 roku.

Chociaż wprowadzony niedawno Nikon Df niewątpliwie wzbudził olbrzymie zainteresowanie, to niestety nie przełożyło się ono na sprzedaż. Lepie radzi sobie inna nowa lustrzanka, Nikon D610, ale i ona nie zdobywa rynku przebojem.

Co dalej?

Nie da się ukryć, że kolejny rok może być dla Nikona krytyczny. Firma ma sporą konkurencję w postaci Canona i coraz bardziej Sony. Jednocześnie zarówno Canon jak i Sony działają na wielu różnych rynkach poza fotograficznym, co daje im znacznie większą elastyczność i bezpieczeństwo. Nikon musi na nowo odnaleźć się na rynku mniej i bardziej zaawansowanych amatorów – to rynek masowy i tam są pieniądze. Z kolei zaawansowani amatorzy często stają się zawodowcami. Warto więc przywiązywać ich do marki.

Nie spodziewałbym się szybkiego upadku Nikona, ale z drugiej strony nie zdziwiłbym się, gdyby Sony i Canon już ostrzyły sobie pazury na wiele patentów będących w posiadaniu Nikona. Czas pokaże, czy to chwilowy przestój, czy też początek wielkich zmian na rynku, na którym podziały były prawie niezmienne od wielu dekad.