Nikon ogłosił oficjalnie swój nowy model lustrzanki – aparat Nikon Df. W końcu możemy porozmawiać o specyfikacji, a nie tylko o jego wyglądzie. Czy jest to faktycznie aparat dla hipstera?

Wczoraj pokazałem wam zdjęcia nowego aparatu Nikon Df, a dziś czas przyjrzeć się bliżej temu, co kryje się w jego wnętrzu.

Zacznijmy od najważniejszych elementów specyfikacji technicznej

Nikon Df, to w uproszczeniu sensor z Nikona D4, zapakowany do obudowy stylizowanej na analogowe lustrzanki F Nikona, uszczelnionej podobnie jak Nikon D800.

  • Pełno klatkowa matryca CMOS 16,2 megapikseli (ta sama co w Nikonie D4)
  • ISO od 100 do 12 800 (rozszerzane do 50 i 204 800)
  • Migawka od 30s do 1/4000s, synchronizacja flasha 1/200s
  • 39 punktów autofokusa (tak jak w Nikonie D610), 9 sensorów krzyżowych, minimum potrzebnego światła to f/8
  • Uszczelniana obudowa ze stopów magnezu z uszczelnieniami
  • 2016 pikselowa matryca RGB, pełny pomiar dla obiektywów bez AI-S
  • Procesor obrazu EXPEED 3
  • Wyświetlacz LCD 3,2 cala z rozdzielczością 921 tysięcy punktów
  • Wizjer oparty na pryzmacie z 100% pokryciem i powiększeniem około 0,7
  • Karty SD
  • Szybkostrzelność do 5,5 klatki na sekundę
  • Wymiary 143,5 x 110 x 66,5 mm
  • Waga 760g z baterią i kartą

Nie przypadkiem w powyższej liście nie ma ani słowa o filmowaniu – Nikon Df to pierwsza lustrzanka od lat, która nie udostępnia tej funkcji. Jest to bardziej ograniczenie wynikające z koncepcji aparatu, niż z ograniczeń technicznych.

Ile nam przyjdzie za to zapłacić?

Polskie ceny nie są jeszcze znane, ale można coś wywnioskować na podstawie amerykańskich. Samo Body ma kosztować 2749 dolarów, co w przeliczeniu na złotówki i dodaniu zapasu na różne cła i inne waty, daje coś w okolicy 11 tysięcy zł. Wersja ze specjalną edycją obiektywu AF-S 50 mm f/1.8G będzie droższa o jakieś 500 zł.

Ceny niestety „odrobinę” wysokie. Pozostaje liczyć na to, że aparat szybko zejdzie z ceny, a na polskim rynku będzie tańszy niż wskazywałoby na to proste przeliczenie walut. Zdarzało się to w przypadku poprzednich modeli Nikona, więc jestem dobrej myśli. Co nie zmienia faktu, że raczej nie spodziewałbym się go szybko w cenie poniżej 9 tysięcy.

W sklepach nowy Nikon Df pojawi się jeszcze w listopadzie.

Co oferuje Nikon Df, czego nie oferują pozostałe aparaty pełno klatkowe Nikona?

Tutaj docieramy do najbardziej problematycznego punktu tego opisu. Odpowiedź na to pytanie brzmi – zależy dla kogo.

Pierwsza sprawa, to wygląd samego aparatu. Dla niektórych będzie on zaletą. Aparat z całą pewnością wyróżnia się w tłumie i już widzę, jaki lans w Starbuniu będą mogli robić lokalni hipsterzy. Z drugiej strony ten sam wygląd może być dużą zaletą dla osób, które nie szukają lansu, ale czują nostalgię do starszych aparatów analogowych. To oczywiście kwestia gustu, ale mi ten aparat bardzo się podoba. Co do funkcjonalności jego budowy, to tu trzeba będzie się przekonać własnoręcznie, ale wygląd jest świetny.

Druga sprawa, to możliwość stosowania starych obiektywów Nikona z pełnym pomiarem. Tu również można podejść z dwóch stron – raz, że lans, dwa że wiele osób posiada takie obiektywy, często o świetnych właściwościach optycznych. Teraz szkła te będą mogły wrócić do łask.

Film promocyjny

Odsłaniając wszystkie karty nowej lustrzanki, Nikon udostępnił również film promocyjny, w dużej mierze oparty na ujęciach znanych nam już z teaserów. Tym razem brakuje jednak strategicznych cięć ukrywających wygląd aparatu.

Przykładowe zdjęcia

Na stronach Nikon Imaging pojawiły się już przykładowe zdjęcia wykonane Nikonem Df, których autorami są fotografowie Takeshi Fukazawa i Jeremy Walker. Tam znajdziecie również pełnowymiarowe pliki tych zdjęć.