Już parę lat temu mówiłem, że coraz lepsze aparaty w telefonach komórkowych zaczną przejmować dużą część rynku aparatów kompaktowych. Problem jest już na tyle poważny, że Canon zaczął o tym mówić otwarcie.

Jeszcze do niedawna problem praktycznie nie istniał. Zdjęcia z telefonów komórkowych, a nawet te z pierwszych zaawansowanych smartfonów takich jak iPhone 2G, przypominały bardziej piątą odbitkę ksero, niż coś, czym warto się było chwalić. Czasy się jednak zmieniły, technologia poszła do przodu, a zdjęcia z telefonów stały się nagle na tyle dobre, by określić je „wystarczająco dobrymi”.

To „wystarczająco”, to słowo klucz. Oznacza ono, że „mam już aparat w telefonie, więc po co wydawać pieniądze na kompakt”, „mam już aparat w telefonie, więc po co nosić ze sobą kolejne urządzenie”. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepła… no sami rozumiecie. Sprawę przesądziło pojawienie się mody na wszelkiego rodzaju aplikacje fotograficzne w telefonach. Zaspakajają one dość prozaiczną potrzebę „nowości”. Wystarczy wgrać nowy program (w cenie 0,99 euro), by nasz aparat uzyskał nowe możliwości, nową stylistykę zdjęć, nowe funkcje udostępniania w sieciach społecznościowych.

Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że mówimy tutaj o rynku masowym. Nie o osobach „zainteresowanych fotografią”, ale o codziennych pstrykaczach, autorach i autorkach sweet foć, itd, itp. Można by więc patrzyć na to z góry, mówiąc, że to nie jest prawdziwa fotografia. Może i nie jest. Ale rynek masowy nazywa się masowy, ponieważ stanowi zdecydowanie największy kawałek tortu. Jeśli Canonowi, czy Nikonowi zabraknie zysków w tym segmencie, to może się okazać, że zabraknie pieniędzy na rozwój naszych, bardziej zaawansowanych zabawek.

Canon postanowił zawalczyć z tym zjawiskiem, wypuszczając serię reklam pod tytułem „Nie pozwól, by dzwonek telefonu przeszkodził Ci w fotografii”. Szczerze powiedziawszy, to dziwi mnie trochę, że jako przeciwstawienie telefonu pokazano na nich lustrzankę – bardziej widziałbym tam właśnie jakiś zaawansowany kompakt. No ale cóż – najważniejsze, że zaczęli dostrzegać problem.