instabookReakcja użytkowników na zapowiadane zmiany w warunkach korzystania z Instagrama była do przewidzenia. Jednak jej skala zaskoczyła wszystkich.

Z całą pewnością można powiedzieć, że skandaliczne zmiany w regulaminie Instagramu (pisałem o tym wczoraj), były wczoraj tematem numer jeden w sieci (a przynajmniej w jej części związanej z fotografią). Polska prasa internetowa wprawdzie jeszcze się nie zorientowała, no ale sami wiecie – dajmy stażystom trochę czasu.

Pojawiło się wiele poradników opisujących sposób usunięcia konta z Instagramu, wielu najpopularniejszych użytkowników zapowiedziało swoje odejście jeśli zmiany wejdą w życie (nawet National Geographic!), a wielu (chyba trochę przedwcześnie) już to zrobiło.

Zmiany – tylko niefortunne sformułowanie, czy groźny precedens?

Pojawiły się również głosy, że nowy regulamin, to jedynie niezbyt fortunne sformułowanie zasad, które same w sobie są dość niewinne. Częściowo się z tym zgadzam i uważam, że demonizowanie i przypisywanie złych intencji Facebookowi jest raczej przesadą.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że korporacje nie są złe, ani nie są dobre. Są to po prostu jednostki biznesowe, dla których nadrzędnym celem jest zarabianie pieniędzy. Robią to w granicach wyznaczonych przez prawo i przez wpływ ich działań na postrzeganie ich marki.

Jeśli nie będziemy reagować na zmiany, które małymi kroczkami przesuwają te granice, to na dłuższą metę tworzymy nowy standard tych granic. Standard, który będzie korzystniejszy dla korporacji, a mniej korzystny dla użytkowników. Dlatego też powszechna gwałtowna reakcja na wczorajsze zmiany, choć dla wielu może się wydawać przesadzona, w rzeczywistości ma olbrzymie znaczenie dla kształtowania relacji pomiędzy dostawcami usług w sieci, a ich odbiorcami.

Jest szansa!

Wygląda na to, że tym razem się udało. We wpisie na blogu firmowym Instagrama, Kevin Systrom – założyciel i CEO Instagramu, zapowiedział ponowne rozpatrzenie tego regulaminu i dostosowanie poszczególnych punktów tak, aby były bardziej precyzyjne i nie zostawiały tyle swobody w interpretacji.

Taka reakcja ze strony Instagramu była również do przewidzenia, bo zareagować musieli. Pytanie – co z tego wyjdzie. Prawdopodobnie będą musieli wycofać się z tych zmian w regulaminie i wyraźnie określić, że zdjęcia użytkowników mogą być wykorzystywane jedynie w reklamach w obszarze samego serwisu, podobnie jak ma to miejsce z nazwami użytkowników i wiadomościami sponsorowanymi na Facebooku.

Co dalej z Instagramem?

Instagram jest najpopularniejszym programem do mobilnej fotografii. W momencie wykupienia go przez Facebooka, w sieci pojawiły się głosy o „sprzedaniu się”. To normalne w takich sytuacjach i na dłuższą metę w żaden sposób nie zachwiało to pozycją ulubieńca Internetu. Wczorajsze wiadomości rzuciły jednak wodę na młyn – Instagram naprawdę chce się „sprzedać”, a w zasadzie – sprzedać swoich użytkowników i ich zdjęcia.

To wydarzenie może bardzo zniechęcić użytkowników i jeśli teraz pojawi się jakiś nowy gracz, to pozycja króla mobilnej fotografii może zostać zagrożona. Być może będzie to Yahoo, które zdaje się przypomniało sobie o tym, że jest właścicielem Flickra i wypuściło ostatnio aplikację mobilną, która w znacznym stopniu przypomina funkcjonalnością Instagram.

Pożyjemy, zobaczymy…



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!