Wstęp

W zeszłym miesiącu miałem okazję przetestować bezlusterkowca Samsung NX11, udostępnionego mi do testów przez producenta.

Zastanawiałem się trochę nad formą tego testu i doszedłem do wniosku, że nie będę koncentrował się zbyt mocno na detalach technicznych (czyli odpuszczę sobie np. wykresy rozdzielczości optyki), a napiszę raczej o ogólnych wrażeniach z użytkowania aparatu. Biorąc pod uwagę jego parametry i możliwości, kierowany jest on do trochę bardziej zaawansowanych amatorów, którzy potrzebują aparatu, który będzie uwieczniał ważne dla nich chwile, ale dla których celem nie jest koniecznie fotografia sama w sobie. Po prostu aparat jest i ma robić dobre zdjęcia, lepsze niż aparaty kompaktowe, ale bez ambicji dalszego kompletowania systemu, czy też zarabiania na fotografii.

Samsung NX11 – co to jest?

Samsung NX11 to przedstawiciel systemu bezlusterkowców NX, które są bezpośrednią konkurencją dla systemu m4/3 Olympusa.

W chwili obecnej na naszym rynku na system ten składa się pięć aparatów (NX100, NX200, NX5, NX10 i testowany przeze mnie NX11), pięć obiektywów (18-55mm/f3,5-5,6; 50-200mm/f4-5,6; 20-50mm/f3,5-5,6; 20mm/f2,8; oraz 30mm/f2), oraz dwie lampy, dodatkowy wizjer elektroniczny (do NX100 i NX200) i odbiornik GPS.

Garść podstawowych parametrów Samsunga NX11:

– matryca CMOS o rozmiarze APS-C i rozdzielczości ~14,6 megapiksela
– mocowanie obiektywów NX
– kompatybilność z systemem i-Function (o tym za chwilę)
– 3 calowy wyświetlacz AMOLED
– elektroniczny wizjer
– rejestrowanie filmów w rozdzielczości 1280×720
– dostępny tryb RAW
– wbudowany ultradźwiękowy system czyszczenia matrycy
– korzysta z kart SD/SDHC
– korzysta z dedykowanego akumulatora Li-ion.

Samsung NX11 – w praktyce

Tyle suchej techniki, teraz czas na wrażenia ogólne.

W czasie testów postanowiłem używać NX11 jako typowego aparatu rodzinnego. „Chodził” z nami (ja, żona, potomek, czasem dziadek) na różne wycieczki i spacery, a ja testowałem jak sprawdza się w tej roli.

Przyznam szczerze, że początkowo podchodziłem do tego aparatu jak do skrzyżowania jeża z zabawką. Od wielu lat fotografuje mniejszymi i większymi lustrzankami i przyzwyczaiłem się już do tego, że aparat musi swoje ważyć, a w ręce muszą „być jego pełne”. A tu takie coś małe, leciutkie… Zresztą waga nie powinna tu nikogo dziwić – całość wykonana jest z plastiku. Na szczęście jest to plastik dobrej jakości, a poszczególne elementy były w moim egzemplarzu naprawdę dobrze spasowane – nie było mowy o żadnym trzeszczeniu, czy wystających krawędziach.

Wraz z aparatem dostałem obiektyw 18-55mm/f3,5-5,6 – czyli typowy obiektyw kitowy, znany w dziesiątkach wariantów od różnych producentów. Można powiedzieć, że jest to całkiem dobra rozpiętość ogniskowych, pozostawiająca drobny niedosyt po stronie wąskiej (55mm), który ma „zmotywować” klienta do uzupełnienia zestawu o obiektyw 55-200mm. Pierwsze wrażenie, podobnie jak w przypadku aparatu – plastik. Obiektyw sprawia naprawdę wrażenie zabawkowego. Ale muszę uczciwie przyznać, że po pokonaniu tego pierwszego odczucia, obiektyw naprawdę sprawdza się całkiem nieźle. Podczas miesięcznego korzystania z niego nie zauważyłem żadnych poważniejszych mankamentów na tle innych obiektywów tej klasy. Z pozytywów mogę natomiast zwrócić uwagę na jego ostrość – naprawdę w tej klasie zaskakująco dobrą.

W połączeniu z body NX11 obiektyw miał dość szybki autofocus (szczególnie biorąc pod uwagę, że jest to autofocus oparty kontraście, a nie fazowy). Co do skuteczności trafień, to tu również aparat pozytywnie mnie zaskoczył – w sprzyjających warunkach liczba trafień dochodziła do 100%, nawet w przypadku obiektów w ruchu. W nieco gorszych warunkach oświetleniowych skuteczność AF niestety spada, co jest typowym objawem dla AF kontrastowego. Tragedii nie ma, ale widać, że to już terytorium, na którym lustrzanki dominują. Na szczęście dostępny jest również bardzo wygodny tryb ostrzenia ręcznego. Po uruchomieniu MF, każde poruszenie pierścieniem ostrości powoduje, że obraz na wyświetlaczu powiększany jest automatycznie do cropu 1:1 (na oko), co pozwala bardzo precyzyjnie ustawić ostrość. Przełączanie powiększenia odbywa się bardzo szybko i z odpowiednim opóźnieniem powrotu do normalnego widoku. Naprawdę wygodne rozwiązanie i sprawdzające się w praktyce.

Jeśli chodzi o ISO, to aparat oferuje standardowy zakres 200-3200, przy czym od 200 do 800 jest naprawdę dobrze, przy 1600 pojawia się już trochę szumu, a przy 3200 szum robi się już dość poważny.

Trochę żałuję, że nie miałem okazji sprawdzić dwóch obiektywów pancake – 20mm i 30mm. Myślę, że w połączeniu z tym małym body i biorąc pod uwagę ich szybkość, mogłyby bardzo dobrze sprawdzić się w dyskretnej fotografii ulicznej.

Wracając jeszcze do wyświetlacza – jest to 614 tysięcy pikseli AMOLED. Świetnie wygląda i zachowuje czytelność nawet przy sporym słońcu. A jeśli jednak w danych warunkach się nie sprawdzi, to pozostaje zawsze elektroniczny wizjer i jego 921 tysięcy pikseli.

Cechą wyróżniającą ten aparat jest system i-Function. Po wciśnięciu specjalnego przycisku na obiektywie, na wyświetlaczu pojawia się graficzne przedstawienie parametrów takich jak czas migawki, przesłona, kompensacja ekspozycji, czy balans bieli. Kręcąc pierścieniem ostrości można modyfikować wartość tych parametrów, a kolejne wciśnięcia przycisku i-Function powodują przechodzenie do ustawiania kolejnego parametru. Całkiem wygodne rozwiązanie, zdecydowanie wygodniejsze od błądzenia po menu aparatu. i-Function sugeruje również odpowiednie tryby scen w zależności od podpiętego obiektywu.

Inną ciekawą funkcją aparatu jest tryb panoramy, w którym po wciśnięciu spustu migawki przesuwamy aparat w pionie lub poziomie, obserwując na wyświetlaczu aparatu tworzącą się z kolejnych zdjęć panoramę. Automatyka sprawdza się tu dość dobrze, szczególnie gdy fotografowane obiekty są w pewnej odległości od aparatu. W przypadku, gdy na scenie występują obiekty bardzo blisko aparatu, pojawiają się problemy z paralaksą, z którą automatyka już sobie nie poradzi. Ale oczywiście robiąc to ręcznie też natkniemy się na taki problem – praw optyki nie da się oszukać. Więc ogólnie funkcja bardzo na plus.

Podsumowanie

Podstawowe pytanie – czy jest to dobry aparat? Moim zdaniem tak. Drugie pytanie – dla kogo? Tak jak pisałem we wstępie, będzie to świetny aparat dla osób, które potrzebują lepszej jakości i powtarzalności niż to, co mogą zaoferować aparaty kompaktowe, a jednocześnie nie chcą się w to angażować do poziomu kupowania znacznie większej i cięższej lustrzanki. Aparat radzi sobie porównywalnie z amatorskimi lustrzankami i choć jest od nich nieco droższy, to jest to cena, którą płacimy za znacznie większą poręczność – aparat, choć większy od kompaktów, nadal zmieści się w większej kobiecej torebce, czy męskiej torbie. Natomiast z jednym z obiektywów stałoogniskowych, może być ciekawą (i znacznie tańszą) alternatywą dla Fuji x100.

Warto jeszcze zajrzeć na Flickr’a – szukając tagu nx11 można przejrzeć naprawdę olbrzymią galerię zdjęć wykonanych tym aparatem.

Dyzklajmer: Powyższa recenzja nie jest artykułem sponsorowanym, przedstawia moje prywatne opinie, za które nie otrzymałem żadnej korzyści materialnej, czy niematerialnej.



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!