Flickr ma ostatnio coraz gorszą opinię wśród fotografów. Z pewnością nie pomagają w tym praktycznie nie funkcjonujący support, a także bezpowrotne kasowanie kont w przypadku najmniejszych rzekomych naruszeń regulaminu. Od usunięcia nie przysługuje żadne odwołanie, a całość odbywa się w atmosferze „Skasowaliśmy Panu konto i co nam Pan zrobi?”
Większego pecha miał Mirco Wilhelm, używający na Flickerze płatnego konta Pro pod nickiem bindermichi. Jego konto zostało skasowane przypadkiem, gdy Mirco zgłosił naruszenie regulaminu przez innego użytkownika. Ot operatorowi z Flickera omsknął się palec i do krainy wiecznych sesji poszło 4000 zdjęć wraz z ich komentarzami i 5 lat pracy.
Mirco skontaktował się szybko z supportem i otrzymał następującą odpowiedź:
Witaj,
Niestety, pomyliłem konta i przypadkowo skasowałem twoje. Jest mi bardzo przykro z powodu tego strasznego błędu i mam nadzieję, że da się mu jakoś zadośćuczynić. Oto co mogę teraz zrobić:
Mogę przywrócić Twoje konto, ale nie będę mógł przywrócić Twoich zdjęć. Wiem, że miałeś na koncie dużo historii – przyjmij moje szczere przeprosiny za to niedopatrzenie. Po przywróceniu Twojego konta dodam Ci cztery lata konta Pro gratis, aby zadośćuczynić za mój błąd.
Daj znać, jeśli możemy zrobić coś jeszcze.
Jeszcze raz przepraszam za tą pomyłkę.
Pozdrawiam,
Flickr staff
4 lata? Czyli 4×25 dolarów? Za stracone 5 lat historii konta?
Oczywiście jasne jest, że nie należy w 100% polegać na bezpieczeństwie własnych zdjęć (czy innych danych) umieszczonych w Internecie. Jednak będąc płacącym klientem można spodziewać się pewnego poziomu obsługi. Czymś innym jest utrata danych klienta w wyniku jakiejś katastroficznego wydarzenia (klęska żywiołowa, wojna, atak terrorystyczny), a co innego utrata danych wynikająca z beztroski pracowników, karygodnych zaniedbań przy projektowaniu własnej architektury i schematów działania, a wreszcie braku jakichkolwiek zabezpieczeń w postaci kopii zapasowych.
Podobno Flickr pracuje nad takim przerobieniem obsługi swoich baz, by dostępna była funkcja cofnięcia usunięcia. Jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe, dlaczego taka funkcja nie była dostępna od samego początku. Problemów można by było również uniknąć blokując najpierw konta i usuwając je dopiero po pełnym i pewnym wyjaśnieniu sprawy.
Poranny update: Ponieważ sprawa szybko zdobyła rozgłos i trafiła np. na strony The New York Observer, Flickr tym razem wziął się do sprawy porządniej i Mirco otrzymał już kolejny list:
Witaj Mirco
Z cała pewnością uda nam się przywrócić możliwość logowania na konto.
Staramy się jednak sprawdzić, czy uda nam się w tym przypadku zrobić coś, by przywrócić Twoje zdjęcia.
W czasie, gdy to sprawdzamy, bardzo ważne jest, byś nie ruszał swojego konta. Gdy tylko będę miała jakieś dalsze informacje, odezwę się i dam Ci również instrukcje jak się zalogować.
Dziękuję,
Cathryn
Bardzo jestem ciekaw jak sprawa się zakończy – mam nadzieję, że Mirco odzyska swoje dane… Tylko czy będzie chciał dalej pozostać na Flickrze?
Aktualizacja: szczęśliwe zakończenie.