Zdjęcie za milion

One. (c) Peter Lik

Peter Lik, australijski fotograf krajobrazów, może mówić o odniesieniu dużego sukcesu. Prywatny kolekcjoner sztuki kupił właśnie jedną z jego fotografii za skromny 1 milion dolarów. Nabywca zapragnął pozostać anonimowy. Jest to jak do tej pory rekordowa sprzedaż Petera jeśli chodzi o pojedyncze zdjęcie, ale na sprzedaży wielu innych limitowanych serii fotografii zarobił już ponad 150 milionów dolarów.

Fotografia przedstawia jesienną roślinność odbijającą się w tafli rzeki Androscoggin w pobliżu New Hampshire. Została wykonana tuż po wschodzie słońca, a rozmyte w rzece kontury przypominają bardziej dzieła impresjonistów, niż fotografię.

Koniecznie przejrzyjcie portfolio Petera – naprawdę warto.

Trackback

CES 2011: wieje nudą, ale nowy Polaroid ciekawy!

Targi CES niczym w tym roku nie zaskakują. Sporo produktów ewolucyjnych, ale nic rewolucyjnego, co mogłoby rzucić na kolana.

Jednymi z niewielu produktów zwracających uwagę są urządzenia z nowej serii Grey Label Polaroida, promowane przez Lady Gagę. GL10, to przenośna drukarenka fotograficzna, a GL20 to okulary z wbudowanymi wyświetlaczami LCD, które mogą pokazywać szerokiej publiczności nasze fotograficzne dzieła.

Polaroid Gray Label

Seria Polaroid Grey Label
Seria Polaroid Grey Label

Tak… no o ile widzę jeszcze zastosowanie dla takiej przenośnej drukarki, to okulary raczej nie trafią na pierwszą pozycje na mojej liście najbliższych zakupów. No ale to oczywiście kwestia gustu. ;)

Z całej serii najciekawiej przedstawia się nowy aparat Polaroida, GL30 (zapowiadany jakiś miesiąc temu). Aparat posiada wbudowaną drukarkę o formacie około 10 cm na 7,5 cm, można więc powiedzieć, że wraca do ducha tradycyjnych Polaroidów. Jednocześnie obracany ekran LCD może służyć jako elektroniczna ramka do zdjęć – wystarczy aparat położyć obiektywem do dołu. Z przodu aparatu są oczywiście ukryte odpowiednie nóżki, więc nie ma co się martwić o optykę.

Jeśli chodzi o parametry techniczne i cenę, to na razie nic więcej nie wiadomo. Ale z tego co widać, zapowiada się świetny aparat rodzinno-imprezowo-wycieczkowy.

Polaroid Gray Label

Polaroid GL30
Polaroid GL30

Polaroid Gray Label

Polaroid GL30
Polaroid GL30

Polaroid Gray Label

Polaroid GL30
Polaroid GL30

Trackback

Jak powstają karty pamięci Lexar

Firma Lexar, której karty pamięci powszechnie uważane są za jedne z najlepszych, postanowiła uchylić nieco rąbka tajemnicy i pokazać produkcyjny „od kuchni”.

Muszę przyznać, że wygląda to niesamowicie. Produkcja jest całkowicie zautomatyzowana, a ludzie przykładają ręki w zasadzie dopiero na etapie testowania i pakowania gotowych pamięci. Plaster krzemu przechodzi przez około 800 procesów, zanim stanie się gotową kartą. Jednak to, co najbardziej zadziwia, to precyzja działania i skomplikowanie tych wszystkich maszyn i robotów, które za tym stoją.

A pamiętam jeszcze, jak nie tak znowu dawno, na łamach nieodżałowanego Bajtka, takie fabryki były opisywane w dziale futurystyki. :)

Trackback

Ruchome zdjęcia, a nie filmy…

… można powiedzieć, że po to właśnie w nowych lustrzankach jest tryb video…

To co widzicie powyżej, to dzieło nowojorskiego fotografa Jamiego Stuarta. Film powstał on podczas gwałtownych opadów śniegu, które dotknęły wschodnie wybrzeże w drugi dzień świąt tego (a w zasadzie już zeszłego) roku. Zdjęcia i postprodukcja zajęły Jamiemu jedynie nieco ponad 24 godziny. Podczas zdjęć użył Canona 7D, przenośnych szyn, zoomu 70-300, oraz manualnych obiektywów Nikona – 24mm, 50mm i 85mm.

Trackback

Vivian Maier – będzie film!

Świat fotograficzny ma ostatnio szczęście do przypadkowo odnajdywanych perełek. Jedną z nich są prace Vivian Maier.

W 2007 roku John Maloof szukał materiałów do swojej książki o dzielnicy Portage Park miasta Chicago. Trafił między innymi na aukcję zawartości opuszczonego magazynu (popularne w stanach storage unit – takie osobiste magazyny do wynajęcia, wielkości około połowy standardowego garażu). Kupił tam pudła, które zawierały kilkadziesiąt tysięcy negatywów, na których dopatrzył się kilku charakterystycznych budynków z Chicago. Zapłacił za nie 400 dolarów. Później udało mu się odkupić resztę negatywów od innej osoby, która brała udział w tej samej aukcji.

Maloof szybko zorientował się, że ma do czynienia z fantastycznym materiałem. Skonsultował się z kilkoma fotografami, aby upewnić się, czy jego zachwyt nie jest bezpodstawny, a Ci potwierdzili jego przypuszczenia.


John postanowił podjąć się olbrzymiego zadania digitalizacji znalezionych negatywów (a w przypadku niektórych z nich – również ich wywołania). Wybrane zdjęcia zaczął również publikować w blogu Vivian Maier – Her discovered work.

Kim była sama Vivian? Urodziła się we Francji, 1 lutego 1926 roku. W jej dzieciństwie jej rodzina przeniosła się do Stanów. Vivian pracowała najpierw w fabryce w Nowym Yorku, a następnie przez wiele lat jako niania w Chicago. W wolnych chwilach zajmowała się amatorsko fotografią. Jej zdjęcia to fotografia uliczna Chicago i Nowego Yorku, głównie z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Była kolorową postacią. Dzieci, którymi się opiekowała, opisywały ją jako socjalistkę, feministkę, krytyka filmowego i bardzo bezpośrednią i bezkompromisową osobę. Uwielbiała teatr, chodziła w męskich ubraniach i nie rozstawała się z kapeluszami i aparatami.

Vivian zmarła 21 kwietnia 2009 roku. Chociaż Maloof poznał już wcześniej jej imię i nazwisko, to nie udało mu się jej odnaleźć. Niestety pierwszym konkretnym śladem był jej nekrolog.


John wciąż pracuje nad digitalizacją kolejnych negatywów, a już wkrótce, dzięki społecznemu finansowaniu za pomocą Kickstarter, rozpoczną się prace nad filmem dokumentalnym o życiu i twórczości Vivian Maier.

Poniżej znajdziecie materiał Chicago Tonight (z przyczyn bliżej nie znanych nie zawsze się pokazuje, więc jeśli go nie widać, to zazwyczaj wystarczy odświeżyć stronę) oraz galerię kilku wybranych fotografii Vivian.

















Trackback
Strona 2 z 212
Wygląd i treść © Alex Paleczny 2006-2012.