W Stanach trwa nagonka na amatorów fotografii. Transportation Security Administration, to agencja rządu Stanów Zjednoczonych powołana w odpowiedzi na atak na World Trade Center. Jej zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa we wszystkich środkach komunikacji. Jednym z ostatnich przejawów jej działania jest rozpowszechnianie poniższego plakatu.

W Polsce amatorzy fotografii lotniczej, pod warunkiem trzymania się określonych reguł (czytaj – nie skaczemy przez płoty), nie są na razie nękani przez żadne służby ochrony lotnisk. Ewentualne pojedyncze incydenty można raczej przypisać nadgorliwości konkretnych pracowników, niż jakimś odgórnym dyrektywom. Miejmy nadzieję, że ta sytuacja się utrzyma, a Polska nie pójdzie w ślady Stanów, czy co gorsza Anglii – gdzie problemy można już mieć nawet za robienie zdjęć na ulicy.

A czy wy mieliście już jakieś nieuzasadnione problemy związane z robieniem zdjęć w miejscach publicznych?



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!

  • W centrach handlowych to norma, ze ochrona sie czepia za robienie zdjeć. „Bo zabiore Panu aparat” :D

  • @Pecado

    W centrach handlowych, to chyba nawet mogą powiedzieć, że zdjęć robić nie wolno, bo jest to teren prywatny.

  • Jojo

    Ten świat zwariował…
    Czy ktoś mi jest w stanie wytłumaczyć jaki sens dla „terrorystów” ma robienie zdjęć jakichś obiektów, skoro większość miejsc publicznych jest obfotografowana z każdej strony, a zdjęcia można bez problemu znaleźć w Internecie. To samo zresztą tyczy się samolotów. Wystarczy chwila w Google i masz zdjęcia, rozplanowanie miejsc na pokładzie, a jak dobrze poszukasz to i spore fragmenty dokumentacji technicznej.

    @Alex: Centra handlowe też mają niezłą paranoję. Skoro ochroniarze uważają, że centrum handlowe to teren prywatny, to niech go ogrodzą drutem kolczastym i powieszą na płocie tabliczki „Zakaz wstępu”.

  • Centrum handlowe jest terenem prywatnym do momentu, kiedy zostanie otwarte. Wtedy wszelkie zakazy fotografowania są jedynie sugestią a nie obowiązującym prawem. Ochroniarz może Ci powiedzieć, że tu zdjęć robić nie wolno ale nie ma prawa do grożenia konfiskatą sprzętu. Jakby mi któryś spróbował… Och, woda na młyn! =)

  • Hameryka krajem wolności i wszelkich swobód obywatelskich ;-)
    Jadą po całości a społeczeństwo jest dźwięczne, że im kaganiec na pysk zakładają w imię wolności.

  • Dokładnie, centra handlowe po otwarciu przestają być terenem prywatnym, a staną się terenem publicznym. Tak więc ochroniarz, może co najwyżej prosić.

    Na dużej części lotnisk, stowarzyszenia spotterskie dość mocno współpracują z ochroną lotniska. W końcu dostają dodatkowe pary oczu, kto potrafią rozluźnić zwykłe od niezwykłego zachowania na lotnisku.

  • jasiek

    1. Idź na ulicę Stolarską w Krakowie.
    2. Stań na przeciwko konsulatu amerykańskiego.
    3. Spróbuj zrobić zdjęcie.
    4. Patrol który tam cały czas stoi (ciekawe po co, btw?), zwróci ci uwagę że nie wolno tutaj robić zdjęć.

    Z tego, co się orientuję minister Sikorski jakiś czas temu zniósł zakaz robienia zdjęć różnym obiektom „specjalnego przeznaczenia”. Szkoda, że stróże prawa jeszcze o tym nie wiedzą…

  • Aldik

    Dworzec PKP Wrocław
    Metro w Moskwie
    Siedziba rządu w Tiraspolu

  • Ameryka to jednak fajny kraj ;)

  • Z Anglia to jest prawda. Mieszkam w Londynie od paru lat i tez robie zdjecia na ulicy od czasu do czasu. Moj znajomy ma prawie zawsze problemy, gdy wyciagnie Canona 5d Mk II z doczepiona extra bateria :) Policja od razu sie interesuje, a po co? Na co? Dlaczego itd? Nawet kiedys mialem problem robienia zdjec modelce na ulicy. Zaden ciezki sprzet, nic z tych rzeczy, tylko aparat z kilkoma obiektywami ….

    Paranoja sie szerzy i tyle :(

  • No ja miałem pod Okęciem przygody ze smutnymi panami, spisano mnie, przeszukano mi samochód, zadano parę pytań itd. Policjanci dostali „namiar” na mnie od pana o ciemnej karnacji, który patrolował lotnisko przed przybyciem samolotu z Izraela ;)

    Na koncie mam jeszcze aferę „fotoszpiegowską” na terenie jednostki wojskowej ale o tym sza! ;)

    pozdr

  • Ale już tak jest z tajniakami izralerskimi. Muszą się pokazać jak przyjeżdżają swoi. Ale i amerykańskie secrec serwis jest nie lepsze. Tylko w krakowie na czas przylotow zamykają najlepszą miejscowke.

  • Pan Jan

    We mnie kiedyś pan trampkiem rzucił, bo mu się wydawało, że go fotografuję :P

  • Hamerykanie i Angole są dziwni. Na Google Earth można wirtualnie zwiedzić każdą dziurę w USA i w UK. Mamy dostępne zdjęcia wszystkich budynków, ulic… Można urządzić sobie wirtualny spacer, można obracać widok, przybliżać i sam już nie wiem co jeszcze. W sumie, to nawet nie trzeba instalować Google Eath. Wystarczy na maps.google.com wstawić tego żółtawego ludzika, znad menu zoomowania na mapę i wio. Po co ktoś ma wyłazić z domu i robić foty szpiegowskie np. w centrum Londynu?

  • Leo

    Chyba każdy fotografujący miał takie doświadczenia, bo jak niegdyś mawiano na Kresach „durnych u nas bahaćko”. Bywa z tym „i smieszno, i straszno”. Ja opiszę jeden incydent. W okresie tuż po zawieszeniu stanu wojennego wybrałem się z kolegami klubowymi do gminy R…… (dawnego miasteczka), gdzie fotografowaliśmy malowniczą zabudowę. Kiedy znaleźliśmy się w centrum, w pobliżu strasznego bloku mieszkalnego, dogonił nas sierżant MO i spytał, jakim prawem robimy zdjęcia. Odpowiedziałem pytaniem, jakie prawo zabrania robić zdjęcia w tak strategicznym miejscu. Sierżant zmieszał się wyraźnie i poprosił mnie o rozmowę na stronie tj. za płotem. Rozmowa była krótka i treściwa: „Panie, tam mieszka „kabel” i jeżeli zobaczy, że was nie zwinę, to kolejny telefon wykona do Komendy Wojewódzkiej. Pomóż Pan”. Pomogłem, koledzy zrozumieli i poszliśmy na papierosa do pobliskiego posterunku, co spotkało się z wdzięcznością biednego funkcjonariusza.
    Ale, traktując rzecz poważnie, fotofobia jest znanym od dawna zjawiskiem i schorzeniem władzy. Przecież to już przed II wojną warszawski wojewoda Jaroszewicz wydał zakaz fotografowania na ulicach Warszawy bez odpowiedniego pozwolenia. Po wojnie bywało jeszcze gorzej, do szpiegomania i źle pojęta czujność nie zna granic, chociaż różnie z tym w różnych okresach bywało. Obecnie jest chyba gorzej niż w latach późnego PRL-u. Zakazów jest wprawdzie oficjalnie mniej, ale głupota funkcjonariuszy różnych służb ta sama. Do tego dochodzi przekonanie rozmaitych przedsiębiorców i właścicieli nieruchomości o możliwości stanowienia własnego prawa ochrony przed fotografowaniem i mnogość tyle licznych, co nieprofesjonalnych służb ochrony. Także ludzie są gorzej i bardziej nieufnie (jeżeli nie wrogo) nastawieni do fotografowania. Cóż, taki urok epoki.
    Na Zachodzie nie jest lepiej. Społeczeństwo (i służby) w epoce ogromnej łatwości dyskretnego fotografowania jest uczulane i mobilizowane do czujności (stare hasło: „Wróg nie śpi – bo ma mieszkanie”). Wprawdzie jest to ewidentna głupota, ale i okazja wypróbowania socjotechniki odmóżdżania społeczeństwa, o co niezwykle łatwo w dobie kultury masowej. I właściwie tylko o to chodzi.