Tanie lustrzanki – wcale nie takie słabe
Często możemy przeczytać, że tak zwane lustrzanki „entry level”, przeznaczone dla początkujących amatorów, nie są zbyt wytrzymałe. Dopiero półkę wyżej zaczynają pojawiać się uszczelnienia, wzmocniona rama, lepsze materiały.
Okazuje się jednak, że te tanie aparaty też są w stanie sporo znieść.
Pokazany poniżej Canon Rebel XT (w Europie ten sam model ma oznaczenie 350D), odczepił się z kasku spadochroniarza i spadł z wysokości 1000 metrów. Szacowane jest, że podczas upadku osiągnął prędkość około 180 km/h. Po upadku okazało się, że aparat wciąż działa. Pojawiły się oczywiście drobne uszkodzenia – pęknięty plastik body i nieco oporny zoom w obiektywie, ale oprócz tego wszystko działa prawidłowo i aparat jest dalej używany!
Wraz z Canonem w dół poleciała również kamera Sony, którą widać na jednej z fotografii. Ona miała mniej szczęścia i praktycznie rozpadła się na części. Przeżyła kaseta, na którą najprawdopodobniej nagrał się moment upadku. Być może już niedługo film pojawi się na tym forum. Urządzenia spadały oddzielnie – więc Canon nie zawdzięcza dobrego stanu amortyzacji kamerą Sony…
Nie przegap kolejnych wpisów!
Zasubskrybuj Futomaki.pl za pomocą RSS albo na własną skrzynkę e-mail.
Polub Futomaki.pl na Facebooku i obserwuj mnie na Google+!
Wrzucam tam wiele rzeczy, które z różnych względów nie zmieszczą się tutaj.
Zainteresował Cię ten wpis? Koniecznie podziel się nim ze swoimi znajomymi!
Udostępnij go znajomym na Facebooku, na Google+, albo wrzuć go na Wykop!
Kategorie: Canon, Fotografia, Sprzęt






długi
Lustrzanki same w sobie to już jest piętro wyżej
Ja mam gdzieś starego zenita, w którym jakość zdjęcie jest lepsza od nowego aparatu cyfrowego…
)
A ten canon opisywany przez Ciebie to jaki i po ile? (specyfikacja pstrykajła by się przydała
Alex Paleczny
Model jest podany w tekście (trzeci akapit) – 350D. http://pl.wikipedia.org/wiki/Canon_EOS_350D
Banny
Zamiast rzucać aparatami z samolotu, daliby oni mi ten sprzęt, a bym się na pewno lepiej nim zaopiekowała…
chris polewiak
350D zniknął ze sprzedaży ze dwa lata temu, jak nie więcej – zastąpił go 450D – którego jestem dumnym posiadaczem
nasz Canon tez „zaliczył glebę”, tyle, że z około metra pacnął na beton – trochę jest zarysowany, ale optyka przeżyła.
Swoją drogą – te zdjęcia i ta historia brzmi jak product-placement… jeśli nie jest to koleś powinien od Canona dostać jakiś niezły sprzęt za akcję propagandową
Szymon
dobry „test”