Jak powstała okładka nowego numeru Macworld…

…od sesji zdjęciowej, poprzez postprodukcję, a na gotowym produkcie skończywszy. Autorem zdjęć do okładki jest Peter Belanger.

Trackback

Jak przechowywać zdjęcia podczas wypraw fotograficznych?

Jedna z czytelniczek Futomaki.pl zapytała mnie niedawno, jak radzić sobie przechowywaniem zdjęć podczas dłuższych wypraw fotograficznych.

Jest to dość ważny problem, bo karty pamięci mają jak wiadomo ograniczoną pojemność, a okazji do zrobienia świetnych zdjęć może być wiele. Dla każdego sprawa ta będzie wyglądała inaczej – niektórzy potrafią zrobić 2000 zdjęć podczas jednego wieczoru, inni będą potrzebowali tygodnia lub więcej, żeby zapełnić jedną kartę pamięci. Dla potrzeb tego artykułu umówmy się, że robimy tyle zdjęć lub wyprawa jest tak długa, że pojemność karty nie wystarczy. Zakładam również, że nie będzie możliwe skorzystanie z kawiarenki internetowej, gdzie można by było zgrać zdjęcia na płyty lub przenośny dysk twardy.

Mówiąc o przechowywaniu zdjęć podczas wyprawy trzeba również pamiętać o ich bezpieczeństwie. Co z tego, że znajdziemy świetny i tani sposób, aby przechować 5000 zdjęć, jeśli po powrocie okaże się, że je wszystkie straciliśmy w wyniku jakichś problemów technicznych? Moim zdaniem warto mieć zawsze przynajmniej dwie kopie zdjęć podczas takich wypraw.

Pierwsza metoda

cf

Zacznijmy od najprostszego rozwiązania i do pewnego momentu – najtańszego.

Jeśli nie robimy zbyt dużej ilości zdjęć, to najprawdopodobniej wystarczy zaopatrzyć się w jedną lub dwie dodatkowe karty pamięci. Ceny takich kart dość szybko spadają i dziś w dość rozsądnej cenie można już dostać np. karty SD o pojemności 8 gigabajtów. W zależności od rozdzielczości naszego aparatu, na takiej karcie powinno nam się zmieścić około 500-700 zdjęć w formacie RAW, albo około dwa razy więcej zdjęć w formacie JPEG. Czyli trzy takie karty powinny nam pozwolić na wykonanie powiedzmy prawie 2000 zdjęć.

Jeśli taka ilość zdjęć jest dla nas satysfakcjonująca, to z całą pewnością jest to najkorzystniejsze finansowo rozwiązanie. Jednak co z bezpieczeństwem? Karty potrafią nagle wyzionąć ducha. Zdarza się to bardzo rzadko (np. mnie nie zdarzyło się to jeszcze nigdy, odpukać), ale jeśli już tak się stanie, to musimy liczyć się z utratą wielu zdjęć. Może się również zdarzyć, że karta wprawdzie będzie sprawna i po późniejszym sformatowaniu będzie działać, ale coś jej się pomiesza i nasze zapisane zdjęcia będą pełne uszkodzeń lub nie dadzą się odczytać. Dlatego warto zastanowić się nad stosowaniem kart o mniejszej pojemności. Jest to wprawdzie mniej opłacalne finansowo i może nieco mniej wygodne (trzeba częściej zmieniać karty), ale na dłuższą metę da nam nieco spokoju ducha.

Używając tej metody obywamy się bez żadnych dodatkowych urządzeń, ale musimy pogodzić się z pewnym ryzykiem – mamy tylko jedną kopię naszych zdjęć.

Druga metoda

epson

Oczywiście rozwiązanie z dodatkowymi kartami jest wygodne tylko do pewnego momentu. Jeśli mamy zamiar robić naprawdę dużo zdjęć, to warto zastanowić się nad jakimś bankiem danych. Bank danych, to nic innego jak twardy dysk wyposażony w akumulator i nieco dodatkowej elektroniki, która obsługuje wbudowany czytnik kart i wyświetlacz LCD. Wprawdzie na rynku dostępne są tanie banki danych pozbawione wyświetlacza, ale strzeżcie się ich jak ognia. Nie dają one żadnej możliwości sprawdzenia, czy nasze dane rzeczywiście trafiły na dysk, czy też przepadły gdzieś podczas kopiowania.

Za najlepsze uważane są banki danych firmy Epson, ale można znaleźć urządzenia wielu różnych producentów. Z dużą ostrożnością podchodziłbym do niezwykle korzystnych ofert na Allegro. Wiele sprzedawanych tam banków, to urządzenia bez twardego dysku, który trzeba kupić osobno. Ma to swoje zalety, bo można kupić dysk o pojemności dopasowanej do naszych potrzeb, ale trzeba przyznać, że sprzedawcy zwykle piszą o tym zadziwiająco małą czcionką…

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo danych na takim banku, to możemy tu stosować dwie strategie. Z jednej strony możemy używać banku jako jedynego miejsca przechowywania zdjęć, czyli zgrywać zapełnioną kartę, sprawdzać czy wszystko ok. i kasować jej zawartość. Rozwiązujemy w ten sposób problem przechowywania zdjęć, ale nie zwiększamy ich bezpieczeństwa. Można nawet powiedzieć, że są one bardziej zagrożone, bo wszystkie znajdują się w jednym urządzeniu, a nie na wielu kartach – a to urządzenie może się zepsuć, zgubić lub zostać skradzione.

Druga strategia, znacznie kosztowniejsza, to połączenie rozwiązania z dużą ilością kart pamięci i rozwiązania z bankiem danych. Czyli zdjęcia robimy na wiele kart, których nie kasujemy, a jednocześnie na bieżąco zgrywamy kopie zapasowe na bank danych.

Przyznam szczerze, że nie jestem zwolennikiem banków danych. Są to urządzenia dość ograniczone i zazwyczaj o stosunkowo małej pojemności. Problematyczne bywa również przeglądanie plików RAW. Dlatego chciałbym zaproponować trzecią metodę przechowywania zdjęć podczas dłuższych wypraw.

Trzecia metoda

msi

Ta trzecia metoda to zakup jednego z popularnych ostatnio netbooków. Są to bardzo małe i bardzo lekkie komputerki, które nie powinny zbytnio obciążyć żadnego bagażu. Często mają one wbudowane gniazda najczęściej spotykanych kart pamięci (znajdziecie je na przykład w MSI Wind), co pozwala zrezygnować z pakowania dodatkowego czytnika. Kolejną zaletą takiego rozwiązania jest jego ekonomiczność. Netbooka z dyskiem twardym o pojemności 160GB dostaniemy już za około 1500 zł. To połowa ceny, którą trzeba by było zapłacić za porównywalny bank danych Epsona. Ponieważ jest to zwykły komputer, odpadają również problemy z obsługą plików RAW nowych aparatów – na aktualizację oprogramowania można liczyć dużo bardziej, niż na to, że producent wypuści nowy firmware do np. dwuletniego modelu banku danych.

Jeśli chcemy zwiększyć bezpieczeństwo naszych danych, to możemy dokupić do takiego netbooka zewnętrzny dysk USB i na nim przechowywać kopię zapasową naszych zdjęć. To pozwoli nam ograniczyć się do np. dwóch kart pamięci, netbooka i małego dysku USB.

Moim zdaniem to najwygodniejsze i najbardziej ekonomiczne rozwiązanie (jeśli robimy dużo zdjęć).

A jakie jest wasze zdanie w tej sprawie?

Trackback

Rankin Live

Rankin Live to realizowane w Londynie przedsięwzięcie artystyczne, podczas którego znany fotograf Rankin sfotografuje 1000 osób. Impreza trwa przez pierwsze trzy tygodnie sierpnia i połączona jest z wystawą retrospektywną zdjęć z ponad dwóch dekad kariery fotograficznej Rankina. Modelem może zostać każdy, kto się zgłosi, a sesja kosztuje każdego z uczestników 50 funtów (zyski zostaną przeznaczone na pomoc dla mieszkańców Kongo). Wybrane zdjęcia zostaną na miejscu wydrukowane i dołączą do zdjęć z wystawy.

Przy okazji tej imprezy Rankin poprosił kilkoro przyjaciół o przygotowanie krótkich instrukcji, jak robić zdjęcia w stylu Rankina. Oczywiście potraktujcie te rady z przymrużeniem oka. ;) Kiedy już się z nimi zapoznacie, możecie spróbować własnych sił i wysłać swoje zdjęcie, aby dołączyło do innych zdjęć z całego świata.

Trackback

Nikon Coolpix S1000pj – pierwszy kompakt z wbudowanym rzutnikiem!


Kiedy niedawno pojawiły się pierwsze plotki o tym, że Nikon pokaże aparat kompaktowy z wbudowanym rzutnikiem, większość osób potraktowało to w kategorii żartu, dodając „i z wodotryskiem”.

Tymczasem Nikon właśnie ogłosił moel Coolpix S1000pj. Jest on wyposażony w matrycę o rozdzielczości 12 megapikseli, pozwala na osiągnięcie maksymalnej czułości ISO 6400 i wyposażony jest w obiektyw szerokokątny z pięciokrotnym zoomem i stabilizacją optyczną. Jednak najciekawsza cecha tego aparatu to oczywiście oparty na diodach LED projektor, który pozwala na uzyskanie obrazu o przekątnej 40 cali. Wbudowane oprogramowanie pozwala na tworzenie pokazów slajdów, wraz z muzyką i efektami przeników pomiędzy zdjęciami.

Nikon Coolpix S1000pj będzie kosztował 430 dolarów, czyli prawdopodobnie około 1700 zł.

Trackback

D300s: pierwsze filmy z użyciem autofocusa



Trackback
Strona 3 z 3123
Wygląd i treść © Alex Paleczny 2006-2012.