Zdjęcia, GPS, mapy i trochę zamieszania

Od pewnego czasu coraz modniejszy staje się geotagging zdjęć.

Z grubsza chodzi tu o to, że korzystając ze specjalnego odbiornika GPS, takiego jak na przykład GP-1 Nikona, możemy dodawać do metadanych zdjęcia informację o tym, gdzie zostało ono wykonane. Pojawiły się również aparaty, które odbiornik GPS mają już wbudowany – na przykład Nikon P6000.
Informacja ta zapisywana jest w postaci współrzędnych geograficznych.

Kiedy już mamy zdjęcia z zapisanymi informacjami o miejscu ich wykonania, możemy w nowym iPhoto (i w kilku innych programach) przeglądać nasze zdjęcia wybierając je z mapy. Szczerze mówiąc, to geotagging dopiero raczkuje i tak naprawdę nikt jeszcze nie wie, do czego się to może w praktyce przydać. Pojawiają się pierwsze wyszukiwarki, wspomniane iPhoto używa tego do katalogowania, ale myślę, że przed nami jeszcze wiele ciekawych pomysłów na zastosowanie tej technologii. Spore nadzieje można wiązać z połączeniem geotaggingu i technologii Photosynth Microsoftu.

Jednym z nowych pomysłów jest „zwrotne” tworzenie map. David Crandall z Cornell University wykorzystał dane GPS z olbrzymiego zbioru 35 milionów zdjęć z Flickra. Nanosząc punkty na czystą przestrzeń, udało mu się odtworzyć dość szczegółowe mapy kontynentów, państw, a nawet ulic w miastach. Oczywiście „szczegółowość” map rosła wraz ze wzrostem atrakcyjności fotograficznej danego miejsca, ale i tak wyniki są moim zdaniem fantastyczne. Całą publikację Davida na temat wizualizacji informacji przestrzennych możecie znaleźć na jego stronie w postaci pliku pdf.



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!