Lavazza, podobnie jak kilka innych firm, ma ambicje wydawać prestiżowy kalendarz. W tym (przyszłym) roku – chyba nie wyszło. W roli fotografa zatrudniona została fantastyczna skądinąd Annie Leibovitz, ale gdzieś po drodze coś zawiodło.

Ze względu na ograniczenia budżetowe, nie było możliwości organizowania sesji w plenerach. Zdjęcia modeli zostały wykonane w Stanach, a następnie nałożone na zdjęcia lokacji. W międzyczasie dorwał się do tego jeszcze jakiś szaleniec z Photoshopem i efekt końcowy – jaki jest, każdy widzi.

Na kalendarz składa się siedem zdjęć (po jednym zdjęciu na każde kolejne dwa miesiące, plus okładka) i szczerze mówiąc, żadne z nich nie przypada mi do gustu. Wszystkie zdjęcia możecie zobaczyć na stronie kalendarza.

Zobaczcie i oceńcie sami – czekam na wasze opinie w komentarzach.



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!

  • Venuska

    Modelka w olbrzymim talerzu makaronu trzymajaca filizanke kawy….hehehe. Az trudno uwierzyc ze ktos w ogole za te zdjecia zaplacil.

  • ludzie placa za rozne dziwne rzeczy.. szczegolnie gdy pojawia sie gdzies blisko gola kobieta ; )

  • Jedyne co mi się podoba to okładka :) no i mogliby się postarać dając zdjęcie do każdego miesiąca, generalnie bida z nędzą :)

  • Faktycznie porażka.

  • te informacje o budzecie i w ogole nakladaniu to skad sa? : )
    o ile o stronie finansowej kalendarza nie wiem w sumie jak jest
    o tyle, jezeli sie ma troche pomyslunku, to da sie wylapac idee tla w studio a nie zadnych nakladek : )
    poza tym i tak nie dzieje sie to na kazdej focie… ot chociazby Marzec-Kwiecien … tu tez jest „wklejone” tlo? : )
    Na Maj-Czerwiec widac normalnie mocowania od tla po bokach (zabieg stary juz bardzo w fotografii modowo/portretowej)… i tak samo na ostatnim zdjeciu
    Fakt faktem czasami szopowanki wychodza, ze az kole w oczy… ale pisanie, ze to nakladki jest po prostu misleading : )
    Nie przepadalem w zyciu za fotami Lesbovitz… ale kurcze, pierwszy raz od dluzszego czasu mi sie nawet czesc spodobala. Imho lavazza i tak bije na glowe „kreatywnosc” Pirelli…

  • „The ad agency also worked out comps for each shot, but Leibovitz was given the freedom to interpret them as she wished. She was given the green light to shoot the models in the US, when it became clear that time and budgetary constraints would not allow her to work on location. Instead she shot the locations in Italy over the course of three weeks, then returned to New York to shoot the models in-studio. The portraits and backgrounds were then matched in post-production. It was far from the original plan but, says Lavazza, Leibovitz’s meticulous planning ensured it ran smoothly.”

    http://www.pdnonline.com/pdn/content_display/photoserve/meet-the-clients/e3icc46e9fc32c62f06b8bd6cfe147c5555

    Tyle jeśli o misleading z mojej strony.

  • w takim razie mamy tu jakis paradoks… fakt faktem fota z okladki moze byc wklejka (pewnie jest), tak samo jak i fota z talerzem…
    ale na fotach z bakstejdza jak i na videach widac, ze czesc backgroundow byla w studio : )

  • Wymagane

    Cieżko mówić tu o porażce, jeśli kalendarz jest bardzo oryginalny i ciekawy. Niestety, grono fanatyków „prawdziwej fotografii” zawsze będzie krytykować to, czego się boi.

  • Panie anonimowy,

    zapoznaj się Pan z dotychczasowym dorobkiem Leibovitz, prześledź jej karierę, zobacz najważniejsze prace. Jeśli na koniec nadal będziesz Pan uważać, że ten kalendarz to nie porażka, to ja składam broń.

  • Pingback: Annie Leibovitz vs. Paolo Pizzetti – ugoda – Futomaki()

  • Pingback: Kalendarz Lavazza 2010 – Futomaki()