k.jpgFanatyk pisał wczoraj o klonach i kopiach serwisów, wspominając o konkurencyjności jako o motorze innowacji. Dużo w tym racji, ale chciałbym też zwrócić waszą uwagę na inną stronę tego zagadnienia.

Mamy do czynienia z dość szczególną „branżą”. Na rynku pojawiają się dziesiątki serwisów, które można by wrzucić do jednego worka z napisem „web 2.0”. Co pewien czas pojawia się oryginalna perełka, albo produkt, który deklasuje konkurencję, zgarniając olbrzymią pulę użytkowników.

Przykłady takich serwisów to chociażby digg, flickr, czy nasz rodzimy wykop. Zresztą serwis nie musi się wyróżniać jakąś rewelacyjną funkcjonalnością, aby zdobyć dużą popularność. Czasem wystarczy poparcie ze strony jakiejś popularnej osoby (np. Leo Laporte i Twitter, a później Jaiku).

Oprócz tych najpopularniejszych, powstaje również wiele innych serwisów, które powiedzmy miały mniej szczęścia. Ale i one mają swoich zwolenników i często sporą grupę użytkowników.

W czym problem?

Mnożące się serwisy społecznościowe i twittero-podobne mają jednak dość poważną wadę. Ich ilość powoduje, że nasi znajomi często rozpraszają się po wielu społecznościach. Co wtedy? Trzeba albo zrezygnować z komunikacji w ten sposób z częścią znajomych, albo korzystać z kilku serwisów na raz. Tak źle i tak nie dobrze…

Gdybym chciał zachować tego typu kontakt ze wszystkimi swoimi znajomymi, musiałbym korzystać z grona, goldenline, spinacza, facebooka, myspace, twittera, blipa, dżajku i pewnie jeszcze kilku innych.

Przekładając to na tradycyjny biznes: wszyscy cieszymy się, że jest kilka firm oferujących usługi telefonii komórkowej. Ceny idą ciągle w dół, a konkurencja działa na korzyść abonentów.

Pomyślcie jednak, co by było, gdyby nie istniała możliwość łatwej komunikacji między użytkownikami różnych sieci. Teraz wystarczy wybrać numer i praktycznie nie ma znaczenia z jakiej jest on sieci – i tak się połączymy. W najgorszym wypadku zapłacimy nieco więcej. Nie jesteśmy jednak ograniczeni tylko do znajomych z naszej sieci. Nie musimy też kupować kilku komórek, aby do nich dzwonić.

Z takim brakiem łatwej komunikacji mamy do czynienia w przypadku dzisiejszego modelu serwisów społecznościowych.

Rozwiązanie?

Nie jest to problem, który da się szybko rozwiązać.

Google sponsoruje badania nad czymś w rodzaju meta-serwisu społecznościowego – zobaczymy co z tego wyniknie. Na razie projekt nosi nazwę Socialstream i jest w dość wczesnej fazie rozwoju.



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!