Kiedy kupowałem swoją lustrzankę (Nikon D50), w tym segmencie rynku automatyczne czyszczenie miał jedynie Olympus E-500. Podczas dokonywania wyboru aparatu i przy tych wszystkich przed-zakupowych analizach, funkcja dała mi sporo do myślenia. Z jednej strony jawiła się jako coś nieomalże rewolucyjnego, z drugiej – Olek zupełnie nie leżał mi w dłoni. Również oferta obiektywów nie do końca mi odpowiadała – to co planowałem kupić (od razu i w późniejszym terminie) Nikon oferował w atrakcyjniejszych cenach.
Kiedy już byłem po zakupach, za każdym razem, gdy natrętne pyłki zmuszały mnie do dmuchania do puszki, zastanawiałem się – czy jednak nie zrobiłem błędu? Może lepiej było wziąć tego Olympusa i zapomnieć o problemie kurzu na matrycy?
Takie wątpliwości miałem do czasu, gdy zobaczyłem ten test systemów automatycznego czyszczenia matrycy. Przetestowane w nim zostały mechanizmy w aparatach Canona, Olympusa, Pentaxa i Sony.
No i jakie wnioski?
Okazuje się, że mechanizmy te, to niestety w większości sytuacji pic na wodę. O ile Olympus jeszcze jakoś sobie tam radzi (chociaż moim zdaniem i tak nie jest na tyle skuteczny. aby można było nazwać tę skuteczność zadawalającą), to mechanizmy firm Pentax i Sony są całkowicie nieskuteczne.
A jakie są wasze doświadczenia? Może to tylko ten test jest do bani?

Nie przegap kolejnych wpisów!
Zasubskrybuj Futomaki.pl za pomocą RSS lub na własną skrzynkę e-mail.
Obserwuj mnie na Blipie i dodaj na Facebooku!
Wrzucam tam wiele rzeczy, które z różnych względów nie zmieszczą się tutaj.
Zainteresował Cię ten wpis? Koniecznie podziel się nim ze swoimi znajomymi!
Wystarczy, że klikniesz na odpowiedniej ikonie poniżej.
Kategorie: Canon, Fotografia, Nikon, Olympus, Pentax, Sony, Sprzęt