Niejaki pan Wiesław Kot opublikował na łamach Wprost artykuł o polskiej blogosferze. Najpierw kilka fragmentów:

Polak blogowy żyje w przekonaniu, że urodził się i to wystarczy. Nie planuje, nie walczy, nie podsyca swoich ambicji, nie reguluje poprzeczki.

Całe gigabajty pamięci pochłania opis tego, że Kasia czy Romek właśnie usiedli i włączyli komputer, bo za chwilę będą pisać. A pod ręką mają bardzo smaczny jogurcik, a ze zdjęcia na biureczku uśmiechają się do nich pociechy.

Blog to jeden wielki protokół z libacji. „Matka się przypruła do mnie dzisiaj… że wróciłam nietrzeźwa do domu… że już nic tacie nie chciała mówić, bo by do szpitala go trzeba było zawozić…”. Dalej: „Kupiliśmy chyba finlandię czerwoną 0,5 i rozpracowaliśmy ją do połowy w niecałe 5 minut na przystanku autobusowym…”. I znowu: „Potem jeszcze gdzieś między blokami niedaleko kina… poszliśmy do sklepu po browary… po dwa na każdego… i do kina”. Nic dziwnego, że setki porannych notek w poniedziałek 10 kwietnia zaczynały się od skargi: „Znów moja (stara, żona, matka) p…….ła, że wczoraj zachlałem. A co miałem robić, jak…”.

… i tak dalej. Z jednym mogę się z całą pewnością zgodzić – 90% blogów (blogasków ;)) to bełkot – i nie ma się tu co obrażać. Blogi pisane są przez przedstawicieli dość szerokiego przekroju społeczeństwa. Mamy tu nastolatki, dla których największym problemem jest to, czy ten Staszek z 6b, to lubi właśnie autorkę bloga, czy może woli zaglądać na blogaska Ani. Mamy młodych rodziców, którzy dokumentują swoje oczekiwanie na potomstwo, a później pierwsze miesiące jego życia (temat z pewnością interesujący dla autorów i ich rodziny, ale nie można przecież oczekiwać, że całe rzesze Internautów będą czytać z wypiekami na twarzy o tym, czy dziecku się dzisiaj odbeknęło, a jeśli tak, to o której godzinie).

Ale czy naprawdę autor nie znalazł ani jednego polskiego bloga godnego uwagi? A przecież wystarczyło zajrzeć na blogfrog.pl, albo na 10 przykazań. Wygląda jednak na to, że autorowi wystarczyło spojrzenie na kilka losowych blogów z blox.pl, albo blog.onet.pl.

Trudno się mówi i żyje się dalej. Miejmy tylko nadzieję, że nikt nie napisze artykułu o polskim dziennikarstwie, posiłkując się w roli przykładu jedynie wypocinami pana Kota.



Jeśli zainteresował Cię się ten wpis, to poleć go swoim znajomym!